Kasia Zielińska – Kraków, stypendystka BAS – Oxford, Wielka Brytania


Dwa lata temu przedziwny splot wydarzeń sprawił, że z krakowskiego liceum wyjechałam na stypendium do małej angielskiej prywatnej szkoły w hrabstwie Shropshire. Od tego czasu, moje życie zmieniło się o 180 stopni, co, mam nadzieję, będziecie mogli zobaczyć, czytając mojego bloga ze wspomnieniami z tego okresu.

Jestem miłośniczką dobrej kuchni, sama gotuję i piekę. Oczywiście uwielbiam podróżować, a moim marzeniem jest wspiąć się na Kilimandżaro. W wolnych chwilach (których niestety jest jak na lekarstwo) czytam i jeżdżę konno.

Marzenia? Wydać pięknie ilustrowaną angielskojęzyczną książkę dla dzieci z polskimi baśniami i założyć fundację stypendialną pomagającą polskim studentom w UK.

Miałam wiele pomysłów na swoją przyszłość. Chciałam być pisarzem, dziennikarzem, poetą, tłumaczem. Myśl o lingwistyce została ze mną na dłuższy czas, chciałam pracować z językiem, tłumaczyć książki. Rodzice i znajomi mówili, że mam do tego smykałkę, a ja lubiłam zastanawiać się nad tym jakby pewne wyrażenia brzmiały po angielsku. Najbardziej inspirowała mnie praca Andrzeja Polkowskiego, który przetłumaczył serię książek o Harrym Potterze. Prawdziwe mistrzostwo. Szczególnie, jeśli przeczyta się książki także w oryginale i porówna wersję angielską z polską. Chwilami myślałam skąd pan Polkowski bierze tak ciekawe pomysły, które są zrozumiałe dla polskiego czytelnika, a jednocześnie nie ujmują uroku całej historii.

A potem przyszło prawo.

W Polsce na pewnym etapie mojej edukacji (a mianowicie w liceum) był to wybór oczywisty- studia prawnicze, choć czaso- i pracochłonne, to niejako gwarancja na zatrudnienie w przyszłości. Po wyjeździe do Anglii zaczęłam mieć wątpliwości. Chciałam studiować na Wyspach, ale jednocześnie miałam świadomość, że to zupełnie inny system prawny, niepodobny do niczego, co znałam, z ograniczonym zastosowaniem na kontynencie. Jednak ciekawość przeważyła. W miarę jak czytałam więcej i więcej na temat angielskiego prawa, coraz bardziej chciałam się w ten temat zagłębiać. Zaintrygowało mnie funkcjonowanie common law opartego na precedensach, niepisana natura konstytucji (albo raczej nieskodyfikowana, jak uczą podręczniki uniwersyteckie). Krok za krokiem przekonywałam się, że to coś dla mnie.

Przygotowując się do rozmowy na Oxford przeczytałam całą masę tekstów na temat angielskiego prawa, nie wszystko rozumiałam, czasami byłam wręcz sfrustrowana, bo brakowało mi jakiegokolwiek punktu odniesienia, który pomógłby mi złożyć to wszystko w całość. Całe szczęście, nie zniechęciłam się tym, ale raczej zapoczątkowało niezwykłą pasję napędzaną intelektualnym głodem, żeby wiedzieć więcej i więcej.

Niektórzy sądzą, że prawo to bardzo nudna dziedzina polegająca na czytaniu stosów kodeksów, akt i pisaniu różnorakich pism. Tak, to żmudna praca, ale ile satysfakcji daje! Nawet teraz, gdy czysto teoretycznie rozważam ‘co sędzia mógłby powiedzieć w takiej a takiej sprawie, kiedy mój klient byłby w takiej czy owakiej sytuacji’. Świetna gimnastyka umysłu. Choć wiem, że nie wszystkim takie zajęcia przypadają do gustu, to chyba kwestia swoistego przeznaczenia.

Kontakt:

Katarzynka [email protected]